Byłam tam już wcześniej. Dokładnie rok temu, podczas urlopu. Raz. Zaledwie jeden dzień i to w większości spędzony w korku. Jedna rzecz jednak utkwiła mi w głowie na stałe, mianowicie przepiękny widok na olbrzymie jezioro, dosłownie skąpane pośród górskich, strzelistych szczytów. Widok, w który wpatrywałam się praktycznie bez przerwy, obiecując sobie jednocześnie w duchu, że muszę tu wrócić. I to na dłużej, żeby prawdziwie zasmakować uroków tego miejsca.
Udało się. W cudownych okolicznościach, z dość obszernym planem na to, co, kiedy i gdzie chcemy zobaczyć. Bazą wypadową dla eksploracji okolic jeziora Garda było dla nas miasteczko Torbole.

Torbole jest pierwszą miejscowością, przez którą przejeżdża się kierując się w stronę brzegu jeziora Garda. Nieunikniony jest więc wzmożony ruch w tym miasteczku, ale to chyba jedyna wada, jaką dostrzegłam. Ruchliwe i dość głośne ulice są rekompensowane przez niesamowity klimat tego miejsca. Torbole stanowi świetną bazę wypadową, jeśli planujecie powędrować trochę po okolicznych górach, lub odwiedzić miejsca/miasta położone w niedalekiej odległości od jeziora – można łatwo wskoczyć na autostradę (bo podróż wzdłuż wybrzeża jest bardzo uciążliwa, korki nad Gardą to wręcz pewniak, szczególnie w okresie wakacyjnym).

Jezioro Garda to ewidentny kurort Włochów, Niemców i Austriaków. Nawet menu w restauracjach są skrupulatnie tłumaczone na niemiecki. W sklepach, knajpach czy lodziarniach włosi mówili do nas z automatu po niemiecku – owszem, na Włochów to na pewno nie wyglądamy, więc NA PEWNO jesteśmy Niemcami, no bo przecież nikt inny tam nie przyjeżdża, no nie? Takie przynajmniej jest tu podejście – nam to nie przeszkadzało, szkoda tylko, że nie zarabiamy tyle, co nasi zachodni sąsiedzi 😉 . Z angielskim nie da się wiele zdziałać, ja korzystałam jedynie z włoskiego i niemieckiego.

Nie byłabym sobą, gdybym nie napisała kilku zdań o jedzeniu, bo jest to jeden z sensów mojego istnienia 🙂 a włoskie jedzenie… co tu dużo mówić, kocham kuchnię włoską i nie wyobrażam sobie z niej kiedykolwiek zrezygnować. Będąc tam, nad Gardą, codziennie kosztowaliśmy smakowitości takich, jak oczywiście pizza, makarony, pesto, różnego rodzaju przystawki, bruschetty, ale znalazło się też i miejsce na ukochane, a niekoniecznie typowo włoskie burgery 🙂 .

Choć woda w jeziorze podczas naszego pobytu była (bardzo) zimna, to sam wypoczynek na plaży okazał się przyjemny. Co rusz mijali nas zapaleni windsurferzy, dla których Garda jest swego rodzaju mekką. Na wodzie było zatem kolorowo od żagli. Wzdłuż wybrzeża ciągnie się kamienista plaża, a wraz z nią promenada, gdzie trzeba bardzo uważać, by nie zostać przejechanym przez masę rowerzystów. Ta forma podróżowania również jest niezwykle popularna.

Górski klimat i nieprzerwany widok na ogromne jezioro to znaki rozpoznawcze tego regionu. Można zakochać się w nim bez pamięci podczas wędrówek po okolicy, gdzie co rusz trzeba wyjmować aparat i łapać kolejne kadry – widoki są dosłownie nieziemskie. Warto zgubić się gdzieś na trasie w kierunku brzegu i odkryć rzadziej uczęszczane ścieżki. Myślę, że mimo wysokich cen warto choć raz wybrać się nad Gardę – a jak tam dotrzecie to będzie już wiadomo, że nie był to ostatni raz 🙂 .