Myślałam już, że nie będę miała możliwości zobaczyć chłopaków z Moto GP w akcji w tym sezonie. Jak widać, powiedzenie „nigdy nie mów nigdy” sprawdza się w praktyce 🙂 . Ostatnie oszczędności wyszarpane ze świnki skarbonki wydałam na bilety na rundę w Austrii. Nie mogło być inaczej, kiedy zdałam sobie sprawę, że Valentino i spółka będą się ścigać w miejscu, które jest niemal po drodze do naszego docelowego, wakacyjnego miejsca pobytu. Weekendowy pitstop w Austrii był więc sprawą oczywistą.

Red Bull Ring jest trzecim torem wyścigowym, na którym miałam okazję podziwiać zmagania Motocyklowych Mistrzostw Świata. Stawiając go w szeregu z torem w Barcelonie i tym w Brnie muszę stwierdzić, że jest chyba najpiękniej położony. Typowo Austriackie klimaty, góry, lasy, przestrzeń, bliskość natury. Generalnie jest na co popatrzyć nawet jeśli nikt nie porusza się aktualnie po torze.

Sama konfiguracja toru jest najbardziej efektowna, sporo prostych, mniej zakrętów, co oczywiście powoduje widoczną dominację Ducati na tym obiekcie. Jednak wzgórze, z którego oglądaliśmy zawody ma świetny widok na bardzo dużą część toru, dzięki czemu jedynie na krótkie momenty zawodnicy znikają z pola widzenia (właściwie tylko na kilka zakrętów i prostą start-meta).

Zawody uświetniły pokazy lotnicze oraz skoki spadochronowe, ale i tak najlepszą robotę jak zawsze zrobili kibice. Barwne trybuny, kolorowe race, flagi ze wszystkich stron świata – to wszystko dodaje niesamowitej atmosfery zmaganiom.

Mimo, że nikt z teamu Yamahy nie stanął w tej rundzie na podium, to byłam bardzo zadowolona z wyniku – w tym sezonie swój prym wiedzie wreszcie Andrea Dovizioso, zawodnik Ducati. Początkowo nie stawiałam na tego zawodnika, jednak teraz bardzo chciałabym, żeby zdobył mistrzostwo. Na razie wszystko jest na dobrej drodze, bo minioną rundę w Silverstone również wygrał 🙂 . A w ten weekend GP San Marino! Niestety… bez Valentino Rossiego, który kuruje swoją złamaną nogę 🙁 .

Zwycięski Andrea Dovizioso – motogp.com