Wpadam jeszcze na bloga po to, by zrelacjonować w bardzo dużym skrócie mój ostatni foto-wypad. Wpis tworzy się w przerwach od przepakowywania walizek. Nie wierzę, że udało mi się doczekać do upragnionego urlopu i że już połowa tego urlopu za mną… były już międzynarodowe wojaże, czas jeszcze na wycieczkę w granicach naszego pięknego kraju 🙂 . Na pewno przywiozę ze sobą masę zdjęć i wspomnień, które wkrótce trafią na bloga. Póki co jednak, kilka słów o… Babiej 🙂 .

Bardzo pozytywnym, górskim akcentem udało nam się zamknąć lipiec. Tęskniłam już za polskimi szlakami, miałam od nich długą przerwę. Wystarczyło kilka kroków w kierunku szczytu Babiej Góry, żeby uświadomić sobie, że ta przerwa była stanowczo za długa. Wstyd się przyznać, ale mimo mieszkania w bliskiej okolicy – na Babiej byłam dopiero pierwszy raz. Jestem pewna, że tam wrócę, choćby na wschód słońca, który niewątpliwie musi być zjawiskowym widokiem. Na początek jednak ruszyliśmy za dnia, spod Krowiarek. Początek trasy, który wiedzie przez las, tworzą sporych rozmiarów schody utworzone ze skał. Nie jest to oczywiście najbardziej ekscytujący fragment wycieczki, ale dzień był tak ekstremalnie gorący, że wspinaczka w cieniu okazała się zbawienna. Od Sokolicy jest już jednak tylko piękniej. Po pstryknięciu kilku zdjęć na punkcie widokowym, można śmiało ruszać dalej, bo to tylko rozgrzewka dla aparatu. Poniżej kilka ujęć z naszej mini wyprawy. Mam nadzieję, że zachęcą one kogoś do podbicia tej góry – jeśli jeszcze nie byliście – gorąco polecam 🙂 .